Wojciech Śmieja

Wojciech Śmieja

Wojciech Śmieja, fot. Leszek Szczasny
fot. Leszek Szczasny

Prof. Wojciech Śmieja „Urodziłem się w roku dwóch siekierek – 1977, być może dlatego uwielbiam rąbać drewno i gdybym nie był literaturoznawcą, mógłbym być drwalem. A gdybym nie miał dwóch domów – być może chciałbym zostać kimś w rodzaju bieguna z kart książki Olgi Tokarczuk. 

            Te dwa domy są też być może znakiem mojego rozdwojenia (albo i pomnożenia) jaźni: jeden mieści się w małej wiosce Łąka na południu Śląska – nie jest to Śląsk industrialny, lecz Śląsk mniej znany, położony w pradolinie Wisły i oddzielony od industrii kożuchem Puszczy Pszczyńskiej Śląsk rolniczy, niemal sielski, choć przecież głęboko osadzony w pruskiej historii: Łąka to dziś właściwie przedmieście Pszczyny, miasta-górnośląskiej perły, dumnej siedziby rodu Hochbergów, w której w latach 1914-1918 rozstrzygały się losy I wojny światowej,  a później wybuchały śląskie powstania. Dom drugi, istebniański, przycupnął na łagodnym zboczu Złotego Gronia schodzącego się w dolinę Olzy, która toczy swe wody ku Odrze. Tak, Istebna to dawna Austria, Księstwo Cieszyńskie, sam środek Mitteleuropy: weźcie tylko linijkę i nakreślcie linię prostą między Murmańskiem a Atenami. A potem  nakreślcie linię między Lizboną a Uralem. Te linie przetną się właśnie gdzieś między kuchnią a łazienką tego istebniańskiego domu. Z takiego miejsca można ruszyć w dowolny kierunek świata. I prawdę powiedziawszy, ruszam we wszystkie strony, ale Wschód i nasza Niesamowita Słowiańszczyzna mają status zupełnie specjalny w moich podróżach. To właśnie ten kierunek geograficzny prowokuje mnie do pisania, do dokumentowania, do fotografowania podróży, miejsc, spotkań, chwil, krajobrazów, osobliwości, zachowań, przedmiotów, barw, kolorów…. Kilka lat temu udało mi się zebrać te rozproszone wrażenia w książce pod tytułem Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej. 
Mam nadzieję, że za jakiś czas doczeka się ona ciągu dalszego złożonego z kolejnych moich rozproszonych tekstów, reportaży, migawek i uwiecznionych na kliszy obrazów Wschodu i o Wschodzie.

            Zaproszenie na Festiwal zaskoczyło mnie bardzo. Nie czuję się reporterem, podróżnikiem czy, nie daj Boże, eksploratorem albo, jeszcze gorzej, ekspertem. Kiedyś tak chciałem się czuć, ale był w tym jakiś fałsz i naiwność. Być może jestem nieco bardziej dociekliwym turystą i to wszystko? 

            Oprócz rąbania drew (gdzie wióry lecą), lubię też spotkania z ludźmi i ciekawe rozmowy. Jeśli zechcą Państwo porozmawiać ze mną o Wschodzie – będę naprawdę zaszczycony”.

Wojciech Śmieja