Albert Jerzy Wierzbicki

Albert Jerzy Wierzbicki

Alberta Jerzy Wierzbicki, fot. z archiwum Aberta Jerzego Wierzbickiego
fot. z archiwum A. J. Wierzbickiego

Albert Jerzy Wierzbicki – podróżnik, vloger, poliglota. Na co dzień student białorutenistyki na Uniwersytecie Warszawskim, przez Białorusinów określany jako „wielki przyjaciel Białorusi”. Do 21. roku życia zwiedził większość krajów byłego ZSRR – od Uzbekistanu przez Gruzję po Białoruś, a z podróży po nich tworzy relacje na swoim kanale YouTube o nazwie „Abletr”.

„Jakiś czas temu podczas rozmowy z przyjacielem, również zauroczonym Wschodem, pojawił się temat nazewnictwa. Doszliśmy do wniosku, że nasz Wschód jest nam bliższy niż tak zwany Bliski Wschód – w związku z czym obszar byłego ZSRR zgodnie zaczęliśmy nazywać Bliższym Wschodem. Dlaczego? Bliższy Wschód znajduje się przede wszystkim bliżej. Już kilkanaście do kilkuset kilometrów od miejsca zamieszkania każdego Polaka zaczyna się ten magiczny świat. Ukraina, Białoruś, dalej Kaukaz, Rosja, Azja Środkowa. Kraje byłego ZSRR, które kiedyś tworzyły jedno, zdawałoby się scentralizowane i jednostajne państwo to tak naprawdę jeden z większych kotłów kulturowo-przyrodniczych, jakie można sobie tylko wyobrazić. Góry, plaże, pustynie, wieczna zmarzlina… To wszystko obejmujemy tym jednym określeniem: „BLIŻSZY Wschód”.

Moje pokolenie ma wiele różnych zainteresowań. Globalizacja, rozwój Internetu otworzyły nam wiele możliwości poznania. Jeśli chodzi o podróże, raczej skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że o wiele bardziej atrakcyjne dla młodego człowieka są Stany Zjednoczone, Hiszpania czy nawet Niemcy. Oczy zawsze skierowane na zachód. Ewentualnie na południe, gdzie jest ciepło i luksusowe hotele. A jeśli już ten wschód – to ten daleki – Tajlandia, Japonia – imprezy, orientalne jedzenie, zadziwiające kultury. Co więc ciągnie mnie osobiście za Bug, za Bosfor i Morze Kaspijskie? Może to zabrzmi dziwnie, ale to chyba uczucie „swojskości”. Mimo wychowania w Polsce odciętej od tamtego świata, stawiając swą nogę po raz pierwszy na Wschodzie, poczułem, że to jest moje miejsce. Miejsce, które może w wielu momentach jest tandetne, monotonne, nijakie, zupełnie nieatrakcyjne, potrafiło oderwać kawałek mojej duszy i spowodować, że – niezależnie od kolei losu – zawsze mnie tam ciągnie. I tak stało się również z Białorusią. Niby bliska, a daleka, niby europejska, a jednak egzotyczna, niby krajobraz równinny, a jednak jakże inny! Najlepszym elementem Białorusi jest właśnie to – jej bliska dalekość. Jadąc na Białoruś, czujesz się częściowo jak u siebie – ludzie są podobni, samochody, drogi – wszystko to jak wyjęte z rodzinnych stron, a jednak coś w niej jest takiego, że masz ochotę się zatrzymać i odgadnąć, co się kryje za jej pięknem. Białoruś intryguje. Swoim kolorytem, swoją kulturą, dziedzictwem historycznym. Białoruś to kraj, gdzie sierp i młot nadal tańczą pod ramię z Leninem w centrach miast, ale gdzie jednocześnie ludzie często chodzą ubrani w symbole narodowe po ulicy. Białoruś to kraj, który szczyci się swym pięknym językiem, ale publicznie woli się posługiwać tym drugim. Białoruś to wreszcie kraj, gdzie pociągi się nie spóźniają, a drogi swoją jakością zaskakują każdego nieświadomego turystę. Nie ma drugiego takiego kraju jak Białoruś. Jej tysiącletnia historia stworzyła nam w środku Europy obraz, którego, raz zobaczywszy, nigdy się nie zapomni”.

Albert Jerzy Wierzbicki